Z jednej strony pomysł stworzenia miejsca, w którym dzieci będą traktowane w sposób szczególny, a oferta zostaje skonstruowana specjalnie pod ich kątem, wydaje się dobrą inicjatywą. W końcu widok zapłakanego dziecka, które zapiera się rękami i nogami, żeby tylko nie usiąść na fotelu fryzjerskim, nie jest obcy nikomu. Nawet jeśli właściciele salonu poszli z duchem czasu i ich roboczy fartuszek nie jest już barwy białej - przez co nie kojarzy się automatycznie z dentystą albo innym nielubianym przez dziecko lekarzem - to i tak odwiedziny u fryzjera nie należą do ulubionych rozrywek takiego malucha. Z drugiej, o ile jeszcze salon fryzjerski jest miejscem, do którego w pewnym wieku rodzice zaczynają przyprowadzać swoje pociechy z konieczności, to czy to samo można powiedzieć o salonach piękności czy gabinetach odnowy biologicznej?
Alexa Tsoulis-Reay z The Epoch Times w jednym ze swoich artykułów na temat beauty biznesu przywołuje postać JonBenét Ramsey. Sześcioletniej dziewczynki, która jak tylko nauczyła się chodzić, zaczęła brać udział w konkursach piękności. Wygrywała, a jej popularność w USA ciągle rosła. Ta historia nie ma jednak szczęśliwego zakończenia. Ramsey została zamordowana, a okoliczności jej śmierci nie są znane do dziś. W amerykańskich mediach długo toczyła się dyskusja, kto tak naprawdę ponosi moralną odpowiedzialność za śmierć dziewczynki. Dużo uwagi poświęcono rodzicom, którym zarzucano, że zbyt wcześnie ich córka zaistniała w mediach i gdyby nie popularność, jaką zaczęła się cieszyć niemal z dnia na dzień, można przypuszczać, że do tragedii w ogóle by nie doszło. Długo toczyła się też dyskusja, czy tak małe dziewczynki powinny brać udział w konkursach piękności. I jaki właściwie jest cel tego typu imprez? Makijaż podobny do tego, jaki używają kandydatki do tytułu Miss World, kosmetyki i zabiegi pielęgnacyjne, którym chętnie poddałaby się każda dorosła kobieta, stroje jak dla modelek, fryzury w stylu wielkich gwiazd ekranu... Dorosłość w zasięgu ręki. Tylko po co?
Właściciele już istniejacych na rynku salonów twierdzą, że nie ma nic złego w prowadzeniu działalności nastawionej na młodego klienta. Przeciwnie. W tego typu miejscach mali (lub kilkunastoletni) klienci mogą otrzymać namiastkę bajkowego świata, którego często nie doświadczają nawet w swoich domach. Ich
salony to kolorowe miejsca, gdzie dzieci mogą się bawić
, cieszyć towarzystwem rówieśników, ale przede wszystkim posmakować dotąd dla nich niedostępnego świata dorosłych. Co według nich wcale nie musi być czymś negatywnym. Korzystają z takich zabiegów jak: manicure czy pedicure. Poddawani są relaksacyjnym masażom, a specjalistki od wizażu sprawiają, że małe dziewczynki zamieniają się w księżniczki.
Jednym z bardziej znanych tego typu gabinetów na świecie jest Dimples Kids Spa w bogatej dzielnicy Nowego Jorku - Brooklyn Heights. Salon oferuje dzieciom właściwie taki sam wachlarz usług, co klientom dorosłym. Inaczej prezentuje się tylko wnętrze: góra zabawek, zaczynając od pluszowych maskotek a kończąc na uwielbianych przez dziewczynki lalkach Barbie. Automaty do gry, maszyny z watą cukrową, popcorne - w zasadzie wszystko to, co sprawia, że dziecięcy świat jest bardziej kolorowy. Do tego krzesełka w kształcie wznoszącego się do lotu motyla albo futrzanego pluszowego misia. I gdyby tego było mało, w Dimples często organizowane są przyjęcia dla dzieci, podczas których zabiegi pielęgnacyjne są jedynie dodatkiem do całej zabawy.
Niezależnie jednak od tego, ile różu znajdzie się na ścianach gabinetu, jak wiele cukierków zostanie rozdanych, ile waty cukrowej zjedzonej, a bajeczek obejrzanych trzeba pamiętać, że prowadzenie tego typu salonu to nie jest zabawa. W rzeczywistości to ogromny biznes, na którym zarabia się naprawdę poważne pieniądze. W ubiegłym roku grupa AllyKatzz (reprezentująca interesy takich firm jak Disney czy Dove, które postanowiły ze swoja ofertą dotrzeć do najmłodszych odbiorców) zaprosiła do Waszyngtonu 250 nastolatek, które miały pomóc w przeprowadzeniu badania na temat stosowanych przez dzisiejsze nastolatki kosmetyków oraz ich stosunku do usług świadczonych przez kosmetyczki, fryzjerów albo stylistów. Dziewczyny mogły dzielić się swoimi przemyśleniami również na specjalnie dla nich stworzonym forum “White House Wall”. W zamian uczestniczki otrzymały drobne upominki w postaci kosmetyków, a także miały okazję spotkać swoich idoli ze scen muzycznych.
Ciekawą opinię na temat tego wydarzenia wyraził Denise Restauri, szef AK Tween, firmy zajmującej się badaniem rynku. - Makijaż dla dzieci? Plus wszystkie te zabiegi pielęgnacyjne? To spowoduje tylko, że zacznie nam rosnąć całe pokolenie małych dziewczynek stylizowanych na wielkie diwy. Już teraz widzimy na ulicach pełno 11-letnich dziewcząt z pasemkami we włosach. To za wcześnie! - twierdzi zdecydowanie. I dodaje, że dziewczynki nawet jeżeli same nie czują potrzeby malowania się czy kupowania drogich kosmetyków, to presja ze strony pop kultury i będących pod jej wpływem rówieśników jest tak duża, że właściwie nie mają innego wyjścia. Bez makijażu, ładnej fryzury oraz modnego stroju spychane są na margines. A przecież dla nastolatków kluczowa jest akceptacja grupy, z którą chcą się utożsamiać. - Żyją w świecie, który mówi im, że potrzebują poprawy. Tak nie powinno być. - kończy Restauri.
Medal ma dwie strony. Młodociane klientki zaczynają bowiem z każdą kolejną wizytą zdawać sobie sprawę, jak ważny w życiu jest wygląd zewnętrzny. Z czasem uznać mogą, że najważniejszy. Z drugiej, skoro taki właśnie jest trend, to naturalnym staje się fakt, że rynek stara się dostosować do potrzeb swoich klientów.
A jakie są Twoje doświadczenia w tej kwestii? Jeżeli masz już gabinet urody dla dzieci, chętnie usłyszymy, co myślisz w tej sprawie. W końcu tego typu miejsc w Polsce nadal jest mało i warto wiedzieć, co myślą ludzie, którzy już w tym biznesie pracują.
|
dramacutiex 18.10.2010 adres email www |
auto owners insurance 555279 cheap auto insurance bgped home insurance 06794 |
|
hoarsefayce 18.10.2010 adres email www |
life insurance quotes 63701 life insurance no physical =O auto insurance =-O |
Odpowiadamy na najważniejsze pytania: Co? Gdzie? Kiedy? Kalendarz imprez nie będzie Ci już potrzebny! Czas na Beauty Marketing!